RSS
 

Kartoteka albo karta krowy.

07 sie

Każdy hodowca krów musi mieć Księgę Rejestracji Bydła, w której znajdują się m.in. dane wszystkich krów (daty narodzin, zgonów, nr kolczyków, rasa itp.), dane gospodarstwa jak też i właściciela.

Dzięki postępowi technicznemu wszystkie potrzebne nam dane można gromadzić w komputerze. Można zakupić różne programy rolnicze pomagające nam w zarządzaniu stadem, jak np. Zootechnik Bydło, Ferma, Asystent Rejestr Bydła czy System Obora. Programy przeznaczone są dla rolników z dowolną liczbą zwierząt, nawet do stad liczących wiele tysięcy sztuk podzielonych na różne lokalizacje geograficzne. Można tam też gromadzić nie tylko informacje znajdujące się w Księdze Rejestracji Bydła, a także rodowody, dane zdrowotne, dokonywane pomiary (np. masy ciała),  czy żywienie a nawet rozmieszczenie pomieszczeń gospodarczych. Można w ten sposób mieć kontrolę nad każdą sztuką i wydatkami finansowymi. Niestety takie programy nie należą do najtańszych (koszt to kilkaset zł), dlatego na ich kupno decydują się tylko „wielcy” i dobrze prosperujący gospodarstwem hodowcy. Jak to mówią, nie dla psa kiełbasa.

Gdyby to było tańsze, to sama pokusiłabym się o taki program. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciekawostki :)

 

Krowa w butach, człowiek w kopytach.

09 kwi

My, ludzie, nie wyobrażamy sobie wyjść gdzieś boso. Zawsze na nogi nakładamy buty. Z krowami jest odwrotnie. Pomyślmy, jakbyśmy zareagowali widząc krowę w butach. Zdziwilibyśmy się lub zgorszyli, że ktoś męczy krowę nakładając jej buty. Zwykła krowa nie potrzebuje obuwia. Po co jej, przecież ma racice. Są też jednak inne krowy, które dla ochrony noszą trzewiki.

Buty ochronne krowom czasami zakłada się po korekcji racic po to, by wyeliminować częste problemy związane z gojeniem się tkanki rogowej racic. Zapobiegają one nadmiernemu ścieraniu się racic na twardych powierzchniach i wspomagają ochronę w przypadku uszkodzeń wrodzonych. Zapobiegają infekcjom i zanieczyszczeniom.

Niektóre krowy ciężko pracują na nieodpowiednich nawierzchniach, dlatego potrzebują podków tak jak konie! Takie rzeczy są jednak bardzo rzadko spotykane. Zaledwie kilku kowali kuje krowy, bo racice krowy bardzo różnią się od końskich kopyt. W Muzeum Narodowym Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie znajduje się 11 podków używanych dawniej przez woły. Takie podkowy posiadają również krowy Anne Wiltafsky - treserski bydła domowego. Krowi kowale oferują usługi na swoich stronach internetowych, gdzie publikują zdjęcia ukazujące ów zabieg, np. an-di-Hufe.de i Zugrinder.de. A tak przebiega podkuwanie bydła:


 

Na tym jednak nie koniec. W XIX i XX wieku wołom zaprzęgniętym do wozu zakładano na przednie kopyta skórzane buty. Eksponat jednej pary takiego obuwia wykonany ok. 1900 r zachował się do dziś i można go zobaczyć w w/w muzeum w Szreniawie.

Krowy noszą buty, a niektórzy ludzie „noszą” racice. Ubierają buty tak skonstruowane, żeby ich odciski przypominały krowie. Wszystko dlatego, żeby zmylić wroga, zatrzeć swoje ślady i umknąć odpowiedzialności karnej. Takie buty często posiadają nielegalni imigranci, którzy chcą przekroczyć granicę z Meksyku do Stanów Zjednoczonych. Podobnych trzewików używali też w 1922 r producenci bimbru w czasach prohibicji alkoholowej w USA.

„Krowie buty” mogą być używane też jako moda! Pewnie takie obuwie ma wielu przeciwników, ale czego się nie robi w imię oryginalności. Takie Cloven Hoof Boots to wydatek ok. 4 000 zł.

Ja raczej nigdy nie podkuję swoich krówek. :P

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciekawostki :)

 

Hodowla bydła – najczęstsze kłamstwa wegan.

10 sty


Artykuł to głównie moje obserwacje, wnioski, 
prywatne opinie i cytaty ze stron zarówno wegańskich jak i rolniczych, dlatego wydaje mi się, że dosyć obiektywnie zostanie to przedstawione. Mówię to ja, jako miłośniczka i opiekunka stadka krów. Odwiedziłam niejedną farmę bydła i sądzę, że wystarczająco dużo wiem, by zabrać głos w tej sprawie. Post nie ma na celu obrażać wegan ani obrońców praw zwierząt. Szanuję bardzo ich zaangażowanie w dobro zwierząt, jednak nie mogę obojętnie patrzeć na wpajane ludziom kłamstwa, żeby tylko postawić rolnika w złym świetle. Nie poruszam tematu zdrowotności mięsa. Weganie znajdą wszystko o jego szkodliwości, tak, jakby oni w swojej diecie mieli same zdrowe rzeczy typu chipsy, alkohol…. Nie poruszam też tematu podawania krowom antybiotyków i hormonów, bo naprawdę nie wiem jak jest. Mimo to znalazłam wiele niedociągnięć na szanowanych wegańskich stronach odnośnie krów. Mam więc prawo twierdzić, że jest wiele przekłamań w podawanych faktach na temat diety wegańskiej czy losu innych gatunków zwierząt. Podawane przez nich informacje (nawet prawdziwe) przestają być dla mnie po prostu wiarygodne. Podobne odczucia miały portale TopAgrar.plfwi.co.uk. Ich artykuły znalazłam po napisaniu tego posta, ale o dziwo, poruszamy te same teksty obrońców zwierząt.

  1. Cielęta są zabijane.
    Do tego komentarz „A co by było, gdyby tak na etykietach pisali prawdę?
    Wszędzie, dosłownie wszędzie czytam „Cielaki traktuje się jako produkt uboczny w produkcji mleka i zabija się je w rzeźni na cielęcinę” czy „Krowa żeby mieć duże ilości mleka musi być regularnie zacielana, a cielęta są jej odbierane i zabijane”. I najważniejsze (tj. najgłupsze): „[Cielak] jeśli miał pecha i jest płci męskiej, po dwóch, trzech dniach życia zostanie potraktowany jak uboczny produkt przemysłu mlecznego i zastrzelony”. Chociaż nie, jeszcze jedna perełka: „[Cielęta] płci męskiej są zazwyczaj przez kilka miesięcy hodowane na cielęcinę. Zdarza się też, że jako niepotrzebny produkt uboczny produkcji mleka są zabijane niedługo po urodzeniu i oddawane np. na karmę dla psów myśliwskich”. Nie zaprzeczam, są cielęta sprzedawane do rzeźni, ale w Polsce jest ich niewiele. Wystarczy zastanowić się ile razy widziało się ciężarówkę wypełnioną dorosłymi bykami ras mlecznych, a ile razy wypełnioną cielętami. Te pierwsze widuję często, natomiast nigdy nie spotkałam cieląt jadących do rzeźni. Ile jest polskich filmów o cielętach w rzeźni (mało), a ile o bykach zabijanych w rzeźni (mnóstwo)? Sama cielęcina jest nawet mało popularna w naszym kraju. Hodowcy bydła mlecznego bardziej opłaca się sprzedać cielę kolejnemu rolnikowi, który zapłaci więcej. Z resztą liczby mówią same za siebie.
    Jak podaje Główny Urząd Statystyczny łączna liczba cieląt w 2015 wynosiła 1 mln 616,9 tys. sztuk. Natomiast w tym samym roku 159,9 tys. cieląt poddano ubojowi. Można łatwo wyliczyć, że zaledwie 9,9% cieląt zostało przeznaczonych na ubój. Czymże jest te kilka tysięcy cieląt zabijanych, wobec łącznej liczby 1,6 mln? Niecałe 10% cieląt w Polsce jest przeznaczonych na cielęcinę. Gdzie tu może być mowa o regule?
    Nigdy ze strony wegan nie jest wspominane, że cielęta ras mlecznych z reguły (bo w 90% przypadkach) są odchowywane i ewentualnie później zabijane. Aż 680,2 tys. byczków przeznacza się do opasu i poddaje ubojowi nie wcześniej jak przed ukończeniem 1 roku życia. W 2015 było aż 757,2 tys. sztuk byków w wieku 1-2 lat. Jednak widocznie większym problemem jest ubój 159,9 tys. cieląt.
    Należy wspomnieć, że krowy mleczne stanowią około 93% pogłowia krów w Polsce, więc statystyki dotyczą głównie bydła ras mlecznych.
    Jak widać, Viva ma swoje własne statystyki…
    .
  2. Zabieranie cieląt to okrucieństwo.

    W sumie to prawda, bo mleko jest dla cieląt. Chociaż dzisiejsze krowy produkują takie ilości mleka, że mleko to jest mało wartościowe dla cielaka i szczerze lepiej karmić preparatem mlekozastępczym zamiast mlekiem krów mlecznych, które zawiera za mało np. żelaza. Mało tego, krowy przez swą produkcję nie mają tyle siły, którą są obdarzone rasy pierwotne. To bardzo duży wysiłek wychowywanie młodego. Cielak zostawiony przy matce korzysta z nadmiaru mleka i chce więcej (przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia), więc zaczyna szarpać i gryźć strzyki oraz walić głową w wymię (co może powodować mastitis!). Nie jest to przyjemny widok. Przepracowana matka na to pozwala, bo przecież kocha dziecko, ale nie jest to dobre dla jej zdrowia. Krowa po kilku miesiącach, o ile wcześniej nie doszło do zapalenia wymienia, może stać się apatyczna, bez chęci życia i z pogryzionymi strzykami (przy ssaniu sprawia jej to niesamowity ból). Więc w końcu musi nastać moment oddzielenia malca. Wtedy dopiero zaczyna się cyrk, gdy cielak nie chce pić ani jeść, tylko cały czas woła mamę.
    Natomiast gdy od razu po porodzie oddzielimy malca od krowy, to nie nawiąże z nią więzi i nie będzie za nią tęsknił. Nie ma wówczas problemów ze zdrowiem krowy ani z karmieniem cielaka. Nawet wegańskie strony to potwierdzają: „Doświadczenie prowadzono na 26 cielakach. 11 z nich zostało odebrane matkom w kilka godzin po porodzie. [...] 15 pozostałych spędziło z matkami pierwszych kilka dni, po czym przeniesiono je z innymi cielakami do stada, ale pozwalano im na kontakt z matkami. 9 z nich mogło przychodzić do dorosłych krów dwa razy dziennie, a pozostałe – bez ograniczeń. Następnie odizolowano cielaki w specjalnych boksach. [...] Te [cielaki], które miały kontakt z matką, szczególnie bez ograniczeń, były znacznie bardziej aktywne. Próbowały się wydostać z boksu i dołączyć do stada. [...] Cielaki mające kontakt z matką [...] czują się bardziej związane ze stadem i wykazują większą motywację, aby do niego dołączyć po izolacji”. Wiąże się to też z faktem, że w mleku znajdują się kazomorfiny, które powodują uzależnienie od mleka, dlatego to cielak tak tęskni za matką. Ze strony wegan to protest przeciwko zabieraniu cieląt, ale jasno wynika, że szybkie odsadzenie jest mniej stresujące niż odsadzenie starszych cieląt (a przy krowach mlecznych odsadzenie jest wręcz konieczne). Człowiek i tak będzie pozyskiwał mleko od krów, więc chyba lepiej od razu zabrać cielę i oszczędzić mu stresu, a matce cierpienia. Najlepszym rozwiązaniem problemu byłoby kółko przeciw samozdajaniu, któremu i tak weganie są przeciwni. Taki cielak może zostać przy matce, być karmiony krowim mlekiem, ale nie może sam ssać matki.
    Na zdjęciu widzę zdrowego, wyrośniętego cielaka na wolności, któremu kolce na pewno nie sprawiają bólu, a mleko mu już niepotrzebne
    Easy Wean nose ring 3Często stosowane kółka nosowe
    Czytając zdanie „Niektóre [krowy matki] przestają jeść i pić [po zabraniu cielaka]” ręce mi opadły. Przez całe moje krótkie życie widuję krowy po zabraniu cielaka i żadna nie wykazała takich objawów po odsadzeniu malca. Może mam dziwne krowy? Natomiast w innych, wegańskich źródłach znowu czytam „Trwająca od 200 lat selekcja poskutkowała wyprodukowaniem krów, które są niemal całkowicie obojętne na swoje cielęta, [...] czują się niespokojne, jeśli cielaka nie zabierze się od nich od razu po urodzeniu – nie wiedzą, jak się nim opiekować”. Taka sobie rozbieżność.
    Jeszcze jedna informacja, którą podają weganie to to, że żaden dorosły ssak (oprócz ludzi) nie pije mleka i, że dorosłym ono szkodzi. Po czym z dumą prezentują filmik 9 letniego byka ssącego mleko… Oto i film.
    .
  3. Cielęta są przetrzymywane w ciasnych domkach.

    Jeśli [rodzi się cielę] płci męskiej – trafia na kilkanaście tygodni do małego boksu – coraz częściej plastikowej budki z wybiegiem o wielkości 1 m- a następnie oczywiście na ubój”.
    Nowoczesne domki dla cieląt są określane jako „żywe groby”. Podobno zrobione zostały po to, żeby cielak płci męskiej nie mógł się ruszyć, bo przecież inaczej cielęcina będzie słabej jakości. Prawda jest zgoła inna. Na farmach przetrzymuje się wszystkie cielaki w takich domkach, i te, które mają zostać do rozrodu (głównie jałówki) oraz te na sprzedaż. Zwykła odchowalnia. Ponadto cielęta odchowywane w budkach są zdrowsze i silniejsze. Taki chów zmniejsza śmiertelność cieląt, zmniejsza ryzyko infekcji grupowej i zapobiega zapaleniu płuc oraz biegunkom. Cielętom nie przeszkadza nawet ujemna temperatura, gdyż bydło bardzo dobrze znosi takie warunki. O wiele gorsze są zawilgocone obory. Badania Instytutu Zootechniki i Zorn’a „Tierzüchtung und Züchtungsbiologie” wykazały także, że cielęta chowane w domkach lepiej wykorzystują paszę, mają większy apetyt, grubszą skórę, gęstszy włos, pojemniejszą klatkę piersiową i mocniej rozwinięty kościec.

    Popularne domki dla cieląt
    Cielę, z którego ma powstać cielęcina, nigdy nie ujrzy i nie spróbuje trawy ani nie pozna smaku wolności, ponieważ to oznaczałoby pogorszenie jakości jego mięsa. Swoje krótkie życie spędzi w ciasnym boksie, w którym nie będzie mógł się nawet obrócić”. Jak widać, budki są przestrzenne i naprawdę bardzo praktyczne. Nazywanie ich grobami nie znając zalet udowodnia tylko, że w wegańskiej propagandzie nie liczy się zdanie rolników ani potwierdzone badania.
    .
  4. Krowy mleczne trzyma się w ciasnych boksach.

    Krowy te trzymane są w zamknięciu, na pojedynczych stanowiskach”.
    Chyba każdy się ze mną zgodzi, że rolnik chce jak najmniej się napracować, ale by mieć jak największe zyski. Te wymogi spełnia typ obory wolnostanowiskowej, która to wypiera stare, tradycyjne obory uwięziowe. „Obciążenie pracą fizyczną w oborach uwięziowych [...] przekracza dopuszczalne granice dla kobiet. W oborach wolnostanowiskowych obciążenie jest o około 15% niższe”.
    Weganie twierdzą, że krowy „gnieżdżą się (a raczej gnieżdżone są) w ciasnych boksach” oraz „stoją zamknięte w szeregach metalowych boksów na fermie przemysłowej”. Na to nie ma żadnych zasadniczych argumentów ani kontrargumentów. U każdego rolnika przestrzeń osobista na krowę jest inna, natomiast, jak podają rolnicze strony „Obecnie obserwuje się tendencję do odchodzenia od chowu w oborach uwięziowych na rzecz nowoczesnych obór wolnostanowiskowych”. A pojęcie obory wolnostanowiskowej oznacza „budynek, w którym krowy utrzymywane grupowo mogą się swobodnie przemieszczać. W każdej oborze tego typu są wydzielone strefy: legowiskowa, paszowa i gnojowa”. To wszystko zajmuje dużą powierzchnię, więc też i krowy mają więcej miejsca. Ponadto stref legowiskowych wyznacza się tyle ile jest krów, tak by każda mogła się położyć.
    .
  5. Inseminacja to gwałt i dzieło szatana (czyli rolnika).

    Aby zapewnić rokroczną ciążę u każdego ze zwierząt, trzeba stosować sztuczną inseminację”. Wcale nie trzeba stosować inseminacji, można zapładniać naturalnie, ale po co? Inseminacja jest o wiele lepszym dla krowy wyborem. Ku wyjaśnieniu, inseminacja może być tylko sztuczna. Stosowanie pleonazmów (np. masło maślane czy sztuczna inseminacja) może oczywiście się każdemu zdarzyć, ale nie powinno mieć miejsca w „oficjalnych” danych podawanych przez obrońców praw zwierząt. 

    Wszystkie formy hodowli mlecznych są związane z przymusowym zapładnianiem krów. Człowiek siłą wkłada ramię głęboko do odbytnicy krowy, aby ustawić pozycję macicy, a następnie wciska instrument do pochwy krowy, aby wprowadzić nasienie. Klatka służąca do unieruchomienia zwierzęcia podczas tej procedury jest przez przemysł mleczny powszechnie nazywana poskromem”. Rzadko inseminację przeprowadza się w poskromie. Normalnie inseminator nie wozi ze sobą poskromu, żeby zapłodnić sobie krowę. Nasze krowy nigdy nie były inseminowane w poskromie i nie zauważyłam, żeby zabieg sprawiał im ból. Poza tym inseminacja ma wiele innych zalet: zmniejsza się prawdopodobieństwo wystąpienia chorób genetycznych; trzyma się mniej buhajów, które według wegan „zazwyczaj trzymane w zamkniętych budynkach i rzadko wychodzą na zewnątrz; unika się chorób przenoszonych drogą płciową; ma się pewność, że buhaj jest zdrowy i ma zdrowe nasienie. Ale „zieloni” i tak twierdzą, że „jest to niezwykle inwazyjna i stresująca procedura”.
    Do pobrania nasienia wykorzystywane są zazwyczaj kastrowane samce, ponieważ budowa mięśniowo-szkieletowa samic nie wytrzymałaby napięcia związanego z ciągłym wspinaniem się byka”. Bez inseminacji stosowałoby się naturalny rozród, więc normą byłoby wspinanie się buhaja na krowę, których „budowa mięśniowo-szkieletowa nie wytrzymałaby [tego] napięcia”.
    Sama istota inseminacji naprawdę nie jest zła. Można by nawet pokusić się porównaniem, że inseminacja, to u kobiety in vitro, a zapłodnienie naturalne – gwałt obcego faceta. Zwykły zabieg nieinwazyjny i bezbolesny (może tylko nieprzyjemny). Złe jest rozmnażanie na potęgę, które ma miejsce nawet bez inseminacji. Krowy rozmnażano od setek lat, a sztuczne krycie to tylko krok w przód. Nie zwiększył on liczby porodów. Ponadto, w naturze krowy też często rodziły cielęta. Buhaj bardzo łatwo wyczuwa ruję krowy i nie stroni od jej pokrycia.
    .
  6. Zwierzęta nie mają zapewnionej opieki weterynaryjnej.

    W takich warunkach [dużych ferm] opieka weterynaryjna to czysta fikcja, nie tylko dlatego, że się nie opłaca, ale dlatego, że po prostu nie da rady obsłużyć tych wszystkich zwierząt”. Oczywiście, zdarzają się gospodarstwa gdzie zwierzęta nigdy nie zobaczą weterynarza, ale chyba zrozumiałym jest, że zdrowe zwierzę przynosi więcej zysków. Myślę, że rolnicy zaniedbują te „drugorzędne” podstawy pielęgnacji i zdrowia, czyli np. korekcje racic, odrobaczanie itp. Można to wywnioskować nawet z faktu, że u nas jest problem by zamówić kogoś do korekcji racic (ostatecznie robi to nasz inseminator). Ale jeśli zwierzę zachoruje na chociażby ketozę, to dzwoni się po lekarza weterynarii. Jeśli po przyjeździe weterynarz oszacuje, że koszty leczenia znacznie przekraczają wartość zwierzęcia albo, że leczenie nie przyniesie rezultatów, to dopiero wówczas sprzedaje się taką do rzeźni.
    .
  7. Cielęta to produkt uboczny przemysłu mlecznego.

    Cielaki traktuje się jako produkt uboczny w produkcji mleka i zabija się je w rzeźni na cielęcinę” czy „około połowa urodzonych cieląt jest płci męskiej. W hodowli na mleko nie mają one racji bytu, ponieważ nie produkują mleka i nie opłaca się hodować ich na wołowinę”. Jak już wyjaśniałam, tylko 10% polskich cieląt kończy jako cielęcina, a 90% dopiero w późniejszym wieku jako wołowina (w tym 46,7% byczków). Skoro nie są sprzedawane jako cielęcina, to opłaca się je opasać. Jeśli opłaca się je opasać i rolnicy się tego podejmują, to znaczy, że nie są niechcianym produktem ubocznym, a czymś pożądanym.
    .
  8. Cielęta pojone są preparatem mlekozastępczym ubogim w żelazo.

    Jak podają weganie: „Większość [cieląt] jest karmiona preparatami mlekozastępczymi o niskiej zawartości żelaza po to, by ich mięso było jasne i delikatne”. W rzeczywistości jest całkiem odwrotnie. Wystarczy poczytać skład preparatów mlekozastępczych. Krowie mleko przez wysoką produkcję jest dosyć ubogie w żelazo, a preparaty mlekozastępcze mają wystarczającą zawartość żelaza. W Niemczech przeprowadzono 14 dniowe badania na cielętach, jedne pojone były mlekiem matki, a drugie preparatem mlekozastępczym. Wynikło z nich: „w grupie z preparatem mlekozastępczym, 42% [cieląt] wykazywało dobry poziom żelaza. W grupie na krowim mleku, tylko 25% cieląt wykazywało wystarczającą ilość żelaza we krwi, więc aż 75% wykazywało niedobór”.
    W Polsce nie hoduje się cieląt na tzw. białą cielęcinę, która jest właśnie efektem niedoboru żelaza. Jak mówi prof. dr hab. Tadeusz Szulc z UP we Wrocławiu: „Ważnym czynnikiem przy produkcji białego mięsa jest utrzymanie cieląt. [...] Z tego względu w Polsce ten rodzaj opasu jest nieopłacalny”.
    Z drugiej strony, często na stronach wegan widnieją informacje, że krowy karmione są profilaktycznie antybiotykami i hormonami (u nas jest to zakazane, ale nie poruszam tego tematu, bo go jeszcze nie zgłębiłam). Następnie wyciągają wnioski, że my mleka pić nie możemy, bo właśnie w nim są te antybiotyki i hormony. Po czym piszą, że mleko krowy to zdrowy i naturalny pokarm dla cielaka. Naturalny – pochodzący od krowy, która genetycznie ma wpisaną gorszą jakość mleka ze względu na jego wysoką produkcję i, zdaniem wegan, faszerowana jest hormonami i antybiotykami.
    .
  9. Zwierzęta są maltretowane.

    Cytuję: „zwierzęta są bite i kopane” i „Pracownicy znęcają się nad zwierzętami, sprawiając im dodatkowy ból”. Mowa wtedy głównie o gospodarstwach przemysłowych, czyli takich gdzie liczba bydła wynosi przynajmniej 100 szt. Sama nie wiem jak to jest możliwe, skoro krów jest masa i przetrzymywane są w max. kilku grupach. Aby każdą krowę uderzyć, rolnik musiałby wchodzić do tych boksów, a w obecnych czasach robi się wszystko tak, żeby się nie napracować. Hodowca raczej rzadko wchodzi między stado. Nawet tak duże pogłowie bydła uniemożliwia fakt „bicia każdej krowy”.
    .
  10. Krowom obcina się ogony.
    Zdjęcie amerykańskie, bo DZIWNYM trafem nie znalazłam w Internecie POLSKIEJ krowy bez ogona, a chciałam to jakoś zobrazować
    Weganie oczywiście piszą, że kupując mleko wspieramy proceder „obcinanie ogonów bez znieczulenia”. Może kupując mleko w USA – tak, ale w Polsce to naprawdę ogromna rzadkość spotkać krowę bez ogona. Kurtyzacji ogonów nawet sami rolnicy są przeciwni, można się o tym przekonać czytając ich wypowiedzi na forum. Na polskich stronach wyczytać można tylko, że „Kraje takie jak Dania, Niemcy, Szkocja, Szwecja, Wielka Brytania definitywnie zakazały stosowania kurtyzowania bydła”. Nie ma niczego o tym, jak to przeprowadzać itp., bo po prostu w Polsce ten „zabieg” nie jest ani popularny ani akceptowalny przez rolników.
    .
  11. Zła dekornizacja.

    Jak na wegan przystało, przeciwni są wszystkiemu co sprawia zwierzęciu ból, więc bojkotują nawet dekornizację (wypalanie rogów). Każdy rolnik jasno stwierdzi, że dekornizacja to ból, ale ból konieczny. Bydło to zwierzęta, u których ważna jest hierarchia w stadzie, a ustalają ją poprzez walkę. Wprowadzenie nowych zwierząt do stada powoduje liczne rany. Dekornizacja zapobiega krwawym walkom. „Hejtowane” zdjęcie podane wyżej to właśnie efekt braku dekornizacji. Temu trzeba zapobiegać. Dekornizację celowo przeprowadza się u cieląt, ponieważ u nich jest dużo szybsza regeneracja.

 

Kilka pozostałych absurdów:

  • Krowy hodowane na mięso na ogół zabijane są pod koniec pierwszego roku życia”. Raz dowiaduję się, że cielęta mleczne są zabijane za młodu, a za chwilę, że mięsne… Jak już pisałam, 10% cieląt jest zabijanych, więc skoro oba typy (mięsny i mleczny) stanowią te 10%, to gdzie pozostałe 90%?
  • Naturalny pokarm [cieląt] zastępowany jest innym, tańszym płynnym substytutem”. Myślę, że z reguły cielaki są karmione i tak krowim mlekiem – siarą (bo przecież ta nie jest spożywana przez człowieka), a jeśli preparatem mlekozastępczym, to na pewno takim, który poprawia zdrowotność i jest bogaty w witaminy i minerały. Cielęciu jest obojętne, który napój pije, więc nie uważam tego za coś negatywnego.
  • Krowy nie skubią bezstresowo koniczyny brzdąkając dzwoneczkiem i machając wesoło ogonem”. Mechanizacja idzie coraz bardziej do przodu i człowiek nawet nie ma kontaktu z krową. Codziennie przeprowadza się ten sam rytuał, więc krowa się przyzwyczaja i nie powoduje to u niej żadnego stresu. Poza tym „brzdękanie dzwoneczkiem” również może być dla krowy czymś stresującym i bardzo nieprzyjemnym (dzwony dla krów są naprawdę ciężkie).
  • Krowa może mieć nadmiar mleka w porównaniu do potrzeb cielaka i ten nadmiar nie powinien być jej zabierany. Im więcej uciska się wymiona, tym gruczoły są bardziej pobudzane do wytwarzania mleka”. Można by tak powiedzieć kilkadziesiąt lat temu. Przy obecnej wysokiej produkcji mleka konieczny jest regularny udój, gdyż inaczej dojdzie do zapalenia wymienia. Nie można „od tak” przestać doić krowy.
  • [Większość krów] chorowała na przerost wymion”. Pierwsze słyszę o takiej chorobie, naprawdę.
  • One [krowy] wszystkie pamiętają twarz, zapach i głos noszonego przez 9 miesięcy dziecka, które urodziły w trudach, które kąpały, kochały, i nigdy nie miały szansy poznać, pielęgnować, chronić”. Nie skomentuję tego, może źle zrozumiałam?
  • [Krowy] większość czasu spędzą [...] stojąc z dojarką przyczepioną do wymion lub w unieruchomieniu przy paśniku”. Haha, bo krowa przez cały dzień stoi przy dojarce i na siłę wpycha jej się jedzenie.
  • Byki, które wytwarzają nasienie są zazwyczaj trzymane w zamkniętych budynkach i rzadko wychodzą na zewnątrz”. Nie próbuję tego obalić, ale ciekawa jestem skąd są te „fakty”. Poza tym, byki nieprzeznaczone do rozrodu też wytwarzają nasienie i też mogą być trzymane w zamkniętych budynkach. A przede wszystkim inseminacja powoduje, że mniej buhajów się hoduje, więc też mniej cierpi.
  • Wkrótce po narodzinach, cielę płci męskiej wykorzystywane do produkcji cielęciny przeżywa kastrację”. W Polsce nie kastruje się cieląt. Woły hodowało się tylko do pracy na roli, a nie do produkcji mięsa. Nigdy nie widziałam woła i podejrzewam, że 99% wegan też (no chyba, że w schronisku). W 2015 ani jeden wół nie został ubity, ale aż 825 tys. niekastrowanych byków pojechało do rzeźni.
  • Kiedy spada wydajność mleczna, co dzieje się zazwyczaj między drugim a szóstym rokiem życia”. Krowa gdy ma 2 lata to dopiero zaczyna (albo jeszcze nie zaczęła) produkować mleko. A tu dowiadujemy się, że już wtedy spada jej wydajność! Brawo!
  • Przeciętny okres użytkowania krowy mlecznej w Polsce wynosi 3,1 roku.” A w tym samym artykule znowu piszą: „Średnio, podczas swojego życia krowy zapładniane są nawet 4 razy zanim trafią do rzeźni. [...] Proces ten trwa średnio do 6 roku życia”. Niech się zdecydują w końcu jaka jest ta średnia życia krów.
  • Wystarczy doić krowy trzy razy dziennie. Stosuje się to powszechnie w rolnictwie”. Powszechnie? Serio? Tak bez żadnego źródła?
  • Maluchy są przez pierwsze miesiące izolowane w ciasnych klatkach, bez szansy na kontakt z innymi osobnikami czy wyjście na światło dzienne”. A wszystkie podawane przez nich zdjęcia tzw. „żywych grobów”, to zdjęcia cieląt na dworze obok swoich rówieśników. Dziwne.
  • Zwierzę [krowa] jest trzymane w niewygodnej klatce, gdzie musi wybrać pomiędzy leżeniem i regeneracją a pożywianiem się”. Przyznam się szczerze, że jeszcze nie widziałam krowy w klatce. Rzadko się zdarza, aby krowa nie wybierała pomiędzy leżeniem a regeneracją. Taka natura bydła, szybko zjeść i uciec w bezpieczne miejsce przeżuwać.
  • Krowy często nie mają szans na wygodne położenie się”. Krowa, która cały czas stoi ma mniej mleka. Wniosek? Hodowcom zależy, by krowa jak najwięcej leżała.
  • Producenci leczą tą przypadłość antybiotykami, które w bolesny sposób są wstrzykiwane prosto do kanału gruczołu mlecznego”. To w końcu mają leczyć czy nie?

 

Ideą weganizmu jest obrona zwierząt, czyli dobro. Tylko, że „dobrem” nie nazwałabym oczerniania rolnika tylko po to, żeby potencjalny czytelnik przeszedł na stronę obrońców zwierząt i nienawidził rolnika. „Dobrem” nie nazwałabym też wyzywania mięsożerców od ciemnoty, morderców i pedofilów. Na stronach działających dla dobra zwierząt na porządku dziennym są komentarze, że życzą osobom jedzącym mięso i mającym kontakt z hodowlą jak najgorzej. A weganie ponoć chcą, by wszyscy przeszli na weganizm… Świetnie mnie do tego zachęcają! Uważam, że filmiki z rzeźni i gospodarstw są „przekoloryzowane”. Nie jest pokazana codzienność, tylko najgorsze momenty. Zakładając, że chcesz nagrać film przedstawiający zło rzeźni, to mając do wyboru 2 ubojnie – jedną z dobrą opinią, drugą ze zła, którą wybierzesz? Tą gorszą. Nakręciwszy kilkudniowy materiał, nie wrzucisz całego (trwa pewnie kilkanaście godzin), tylko najdrastyczniejsze sceny, np. kulejącej krowy, zranionych zwierząt, momentów gdy jakaś sztuka dostaje z pałki… I to normalne! Każdy tak robi, gdy chce coś przedstawić, np. ja montując film o tym, że krowy są inteligentne, też wrzuciłam tylko te sceny, na których krowy wykazały się inteligencją. Co nie oznacza, że każda krowa jest równie inteligentna. Tak samo powinniśmy interpretować filmy z rzeźni.Większość propagowanych obrazków działa na nasze emocje i na zasadzie uogólnień – rolnik zbił cielaka, więc wszyscy rolnicy biją cielęta. Fajnie przedstawia też „wegańską sektę” Partyzantka.

 

Źródła wegańskie:

 

Źródła rolnicze:

Kolorem zielonym oznaczone zostały cytaty z artykułów prozwierzęcych.

 
Komentarze (26)

Napisane w kategorii O mnie :P

 

Byk Toro aktorem.

18 gru

scena „Quo vadis”

Byk Toro urodził się w 1993 roku, a już w 1995 został zakupiony przez obecnego właściciela, Jacka Kadłubowskiego. Jacek jest kaskaderem filmowym i treserem koni. Właśnie w 1995 zdecydował się na tresuję byka Toro, rasy walijskiej czarnej. Od tego czasu stadko powiększyło się o innego byka i krowę Lolę. Już w 1997 nastąpił debiut tego olbrzyma. Wystąpił bowiem w filmie „Ostatni rozdział”. W rolę aktora byk znowu wcielił się w 2001, do filmu „Quo vadis”. Wziął on udział w walce tura germańskiego z Ursusem. Turem oczywiście był Toro, a Ursusem Rafał Kubacki. Na grzbiecie buhaja znajdowała się Ligia (Magdalena Mielczarz), którą po męczącej walce uratował Ursus. Na planie kręcenia filmu pojawiły się też 2 inne byki.

SGGW 2013

Toro ważył ponad 1400 kg i mimo tak dużej wagi był bardzo spokojnym bykiem. Jak na gwiazdę przystało, pozwalał się też dosiadać. Od 2009 roku był również stałym bywalcem Dni Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) odbywających się na terenie starego kampusu uczelni w Warszawie. Często konkurował z innymi prezentowanymi zwierzętami: płazami, gadami, owadami, rybami, drobiem ozdobnym, sokołami, fretkami, świniami wietnamskimi i miniaturowymi, kozami oraz owcami. W jednym był niedościgniony – masie ciała. Ostatni raz można było go zobaczyć na Dniach SGGW w 2014 roku.



Niestety byk ponoć padł dnia 22.03.2015 w wieku 23 lat*.
Między datami jest pewna rozbieżność, więc można je uznać tylko za orientacyjne.



Szkoda, że to wspaniałe byczysko już nie żyje. :/

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciekawostki :)

 

Dziura w brzuchu – fistulizacja

24 lis

Im ludzkość dłużej istnieje, tym częściej można się spotkać z dziwactwami. Do „dziwactwa” można zaliczyć fistulizację, czyli zabieg polegający na zrobieniu dziury w brzuchu krowy prowadzącej prosto do żwacza (jednej z przegród żołądka przeżuwaczy). Otwór ten mierzy aż 15 cm, tak aby można było spokojnie przełożyć przez niego rękę. Założenie gumowej cewki uniemożliwia zrośnięcie się otworu, przez co krowa ma go aż do końca swoich dni. Sprawdza się w ten sposób treść żwacza, czyli miejsce gdzie następuje wstępne trawienie. Dzięki temu naukowcy mogą analizować dopiero co zjedzony przez krowę pokarm i przeprowadzać eksperymenty. Na „dziurze w brzuchu” zyskują także studenci weterynarii, którzy mogą z innej perspektywy poznać organizm zwierzęcia. Pierwsze „dziurawe krowy” pojawiły się w hodowlach uniwersyteckich w Stanach Zjednoczonych i do dziś w tego typu ośrodkach jest ich najwięcej.

Woły i krowy, którym wykonano otwór po lewej stronie powłok brzusznych, nazywanego fistulą, czeka „lepszy” żywot. Ich rola sprowadzać się będzie do konsumowania i poddawania się eksperymentom – jak zapewniają naukowcy i hodowcy – całkowicie bezbolesnych. W istocie, gdy obserwujemy zwierzęta, których wkłada się ręce w gumowych rękawicach do żołądka, wydają się niczym nie wzruszone.

Fistulizacja jednak przede wszystkim wykonywana jest, żeby zapobiec nadmiernemu wydzielaniu przez bydło metanu, który przyczynia się do globalnego ocieplenia. Metan wytwarza się u krowy przez działanie archebakterii podczas trawienia. Do żwacza przez ową dziurę w boku wprowadza się taniny, które uniemożliwiają produkcję tak dużej ilości metanu (jedna krowa wytwarza średnio 150 kg metanu rocznie). Dzięki temu pojedyncza sztuka wytwarza o około 15% mniej tego szkodliwego związku, przez co traci mniej energii, ponieważ nie musi tyle pobekiwać.



Nadal mam cichą nadzieję, że krowy przez to nie cierpią. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciekawostki :)

 

Najcięższym bykiem był Donetto.

23 lis

Kobiety często zwracają uwagę na swoją masę ciała. O kilogram za dużo, to już dla nich tragedia. Bydło na szczęście nie ma takich problemów. Zwykle łapczywie pobiera duże ilości pokarmu, by później sobie go w spokoju „ponownie zjeść”. Działo się tak już zanim miało miejsce udomowienie tego wspaniałego gatunku. Jednak czy zastanawialiśmy się, który byk albo krowa osiągnął największą wagę? Jeśli ktoś interesuje się tymi zwierzętami i właśnie czyta tego bloga, to jestem niemal pewna, że przynajmniej raz zastanowił się o rekordzie najcięższej krowy. Tutaj rodzi się problem, ponieważ po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła „najcięższy byk” od razu pojawiają się informacje i zdjęcia najwyższego byka, a nie najcięższego. Ciekawość nie dała mi spokoju i po okresie długich poszukiwań odnalazłam pewnego buhaja.

Byk Donetto rasy Chianina urodził się prawdopodobnie w 1947 roku w Tenuta La Fratta w prowincji Siena we Włoszech. W wieku 8 lat w 1955 roku został zabrany na wystawę do Arezzo. Tam po zważeniu okazało się, że pobił rekord świata wśród bydła jako najcięższy przedstawiciel swego gatunku. Jego masa ciała wyniosła 1750 kg (to prawie 2 tony!) przy 185 cm w kłębie. W późniejszym czasie w swojej „rodzinnej” miejscowości został ponownie zważony, wtedy waga pokazała aż 1780 kg.

Lata wcześniej, w 1910 podobno istniał 8-mio letni wół o imieniu Old Ben (krzyżówka Shorthorna i Hereforda) ważący 2140 kg. Ile w tej informacji prawdy – nie wiadomo.

Bliski rekordu jest również jeden z najwyższych byków - The Field Marshall.

Dziwne, że do tej pory rekordu nie udało się pobić żadnemu z „nowoczesnych” byków. :O

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciekawostki :)

 

Trigger kolejny największy byk.

23 lis

Co chwilę słyszy się informacje o „nowym” rekordzie u bydła jako największy byk. Tak naprawdę tylko jeden jest największy i jest nim Fiorino. W kategorii krów najwyższa jest Blosom. Nie bez powodu ta para została/zostanie wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa. Pozostałe sztuki, uznawane za największe, są rozreklamowanymi zwierzakami dzięki Internetowi. Mimo wszystko, one też zasługują na to, by świat o nich usłyszał, dlatego przedstawię woła Triggera.

Historia Triggera zaczęła się typowo, tak jak u większości popularnych krów bywa. Przyszedł na świat w 2003 roku na mlecznej farmie krów holsztyńsko-fryzyjskich w miejscowości Kingswood w hrabstwie Herefordshire w Wielkiej Brytani. Gdy był jeszcze cielakiem, to jego celem miała być śmierć. Chciano zrobić z niego cielęcinę. Na szczęście sąsiad hodowcy, Shaun Layton, nie mógł pozwolić, by młode cielę zostało zabite. Odkupił je i dziś cieszy się szczęściem – swoim i swojego Triggera. Nowy właściciel nawet się nie zorientował, kiedy jego podopieczny osiągnął taki wzrost. W 2010 o Triggerze zrobiło się głośno, bowiem wówczas 7-letni byk mierzył 196 cm w kłębie i wciąż rósł. Spodziewano się, że w najbliższym czasie uda mu się pobić rekord należący do Fiorino (205 cm w kłębie). Nie udało się. Mimo to, ten 1200 kilogramowy wół i tak ma zapewnioną opiekę u swojego właściciela aż do śmierci naturalnej.

Warto dodać, że Trigger mógł osiągnąć większy wzrost dzięki kastracji. Woły zwykle są o kilka centymetrów wyższe niż buhaje.

Ciekawe czy nie czuje dyskomfortu będąc w oborze, która na pewno nie jest tak dostosowana do wzrostu takiego kolosa. :P

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciekawostki :)

 

Zwierzęta najbardziej spokrewnione ze zwykłą krową.

11 lis

Każdy ma jakąś kuzynkę, ciocię, czy kogoś innego z rodziny. Podobnie działa systematyka zwierząt. Zwierzęta są dokładnie „poukładane”. Bydło domowe należy do rodziny pustorogich. Każdy inny gatunek należący do tej rodziny nazwiemy kuzynem krowy. Gdyby jednak poszperać w książkach, to dowiemy się, że do pustorogich zaliczamy tyle gatunków, że nie sposób tutaj ich wymieniać, dlatego postaram się przedstawić tylko wszystkich przedstawicieli rodzaju bydłowatego (Bos) i wybranych z plemienia byków (Bovini).

Najbliżej spokrewniony z krową jest wymarły tur (Bos primigenius), ponieważ to od niego pochodzi dzisiejszy gatunek bydła domowego. Dzielił się on na tura wielkiego i krótkorogiego. Z obecnych krów najbardziej tura wizualnie przypomina rasa Heck. Przodek krowy został dokładniej opisany w starszym artykule – [LINK].

Do rodzaju Bos również należy banteng (Bos javanicus), który pochodzi z Azji. Zamieszkuje górskie lasy Półwyspu Indochińskiego, Borneo, Jawy i Bali. Jego ubarwienie charakteryzuje się białymi nogami i ciemną resztą ciała. Gatunek ten jest aktywny nocą, bardzo płochliwy i dziki. Żyje w stadach 10-30 sztuk. Osiąga 180-200 cm długości, wysokość w kłębie 130-170 cm, ciężar 500-900 kg. Ma doskonale rozwinięty zmysł węchu i słuchu. Żywi się trawą, liśćmi i pędami bambusa. Gatunek ten jest zagrożony wyginięciem, umieszczony na Czerwonej Liście Gatunków Zagrożonych IUCN.

Gaur (Bos gaurus) to brązowoczarny, dziko żyjący ssak. Zamieszkuje głównie górskie lasy południowej i południowo-wschodniej Azji, a przede wszystkim Indie. Jego udomowiona forma to gajal. Jest to największy gatunek dzikiego bydła. Gaury prowadzą osiadły tryb życia. Dobierają się w stada liczące najczęściej 10-12 osobników. Zwierzęta te żywią się trawą i liśćmi. Mierzą zazwyczaj 170-210 cm w kłębie i ważą średnio tonę. Śpią około 1 godziny na dobę.

Gajal (Bos frontalis) to udomowiona forma gaura. Hoduje się go w Birmie i Indiach. Cechuje go czarnobrunatne ubarwienie sierści i jaśniejsze nogi. Osiąga wysokość ciała do 160 cm, ciężar do 1000 kg. Krzyżowany z bydłem domowym daje płodne potomstwo. Został już wcześniej przeze mnie opisany jako rasa – [LINK].

Bawół domowy (Bubalus bubalis) jest udomowioną formą bawoła indyjskiego. Występuje głównie w Azji i Afryce, ale również w Australii, obu Amerykach i Europie. Jego ciało jest pokryte rzadkimi, sztywnymi włosami o barwie białej, brązowej, łaciatej, brunatnoczarnej lub szaroczarnej. Osiąga wysokość do 180 cm przy masie 600-1000 kg. Wybiera tereny bagniste z bogatą roślinnością. Gatunek ten został wcześniej opisany – [LINK].

Bawół indyjski, rzeczny, wodny, arni (Bubalus arnee) to przodek bawołu domowego. Żyje dziko w Indiach, na Cejlonie i Borneo na terenach rzadkich lasów lub bagiennych. Ubarwienie brunatne lub czarne. Wysokość w kłębie do 2 m. Ciężar ciała do 1200 kg. Posiada największe rogi wśród dziko żyjących zwierząt (rozpiętość rogów nawet 4,24 m). Gatunek ten jest zagrożony wyginięciem.

Bawół afrykański, kafryjski, przylądkowy (Syncerus caffer) „dzieli się” na 4 podgatunki (afrykańskiego, krótkorogiego, brachyceros i mathewsi). Występują one głównie w południowej części Afryki. Ich maść od jasnej z wiekiem przemienia się w czarną. Samice posiadają wypustkę rogową w masywnych rogach. Ważą 500-900 kg, przy wzroście 140-170 cm. Gatunek ten żyje wśród licznych stadach. Żywią się trawami, sporadycznie bulwami.

Jak (Bos mutus – nieudomowiony, Bos grunniens – udomowiony) występuje w Tybecie, Indiach i Chinach. W stanie dzikim ich maść ogranicza się do brązowego lub czarnego, natomiast jego udomowione formy mogą posiadać łaty. Skupiają się w małych stadach. Ciekawym może być, że jaki nie muczą. Osiągają wysokość 160-200 cm, a wagę 225-1000 kg (udomowione są znacznie mniejsze od dzikich, stąd ta różnica). Zostały one już wcześniej przeze mnie opisane jako rasa – [LINK].

Żubr (Bison bonasus) dzieli się na 3 podgatunki (nizinny, górski i karpacki). Żubry zjadają wiele gatunków roślin, w tym również żołędzie. Można je spotkać w Europie, m.in. w Polsce. Żyją w stadach liczących kilka lub kilkanaście sztuk, złożonych z jednego dorosłego byka. Ich sierść jest kasztanowo-brunatna. Osiągają wagę 320-700 kg, a wysokość w kłębie 152-172 cm. Hybryda żubra z bydłem też została przeze mnie opisana – [LINK].

U bizona, żubra amerykańskiego (Bison bison) można wyróżnić 2 podgatunki, bizona leśnego i preriowego. Gatunek ten wstępuje na preriach i w lasach Ameryki Północnej. Żywi się trawami, tak jak wszystkie przeżuwacze. Jego masa waha się w granicach 450-1000 kg, a wzrost 160-200 cm. Można go krzyżować z jakiem – hybryda yakalo. Hybryda bizona z bydłem została już przeze mnie opisana jako rasa – [LINK].

Zebu (Bos indicus) możemy spotkać w Ameryce Południowej, Azji i Afryce. Zebu należą co prawda do gatunku bydła domowego, ale różnią się specyficznym wyglądem od krów europejskich. Poszczególne rasy znacznie różnią się od siebie, stąd znaczne różnice we wzroście (od 70 cm do 160 cm), masie (do 700 kg) i umaszczeniu (płowe, jasnożółte, czerwone, szare, czarne, plamiste). Zebu zostało już wcześniej przeze mnie opisane jako rasa – [LINK].

Kuprej (Bos sauveli) występuje na Półwyspie Indochińskim. Żyje w stadach liczących  20 osobników pożywiając się trawami. Ich sierść jest barwy czarnej, szarej lub brunatnej. Osiągają wzrost 170-190 cm, a masę ciała 600-910 kg. Jest to gatunek krytycznie zagrożony wyginięciem, być może ich liczebność jest niższa niż 50 sztuk.

Tutaj przedstawiam systematykę gatunków blisko spokrewnionych z bydłem domowym.

  • Plemię: Bovini
    • RodzajBubalus
      • bawół indyjski (Bubalus arnee)
      • bawół domowy (Bubalus bubalis)
      • anoa nizinny (Bubalus depressicornis)
      • anoa górski (Bubalus quarlesi)
      • bawół mindorski (Bubalus mindorensis)
    • RodzajBos
      • tur (Bos primigenius) †
      • banteng (Bos javanicus)
      • gaur (Bos gaurus)
      • gajal (Bos frontalis)
      • jak (Bos mutusBos grunniens)
      • kuprej (Bos sauveli)
      • bydło domowe (Bos taurus)
    • RodzajPseudoryx
      • saola (Pseudoryx nghetinhensis)
    • RodzajSyncerus
      • bawół afrykański (Syncerus caffer)
    • RodzajBison
      • bizon (Bison bison)
      • żubr (Bison bonasus)

Podkreślone zostały gatunki, które nie zostały przeze mnie opisane.

Mam nadzieję, że przybliżyłam Wam choć trochę rodzinę krów. :)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Ciekawostki :)

 

Krowy też mogą brać udział w wyścigach.

31 paź

Wyścigi zazwyczaj dostarczają nam wielu emocji, tym bardziej jeśli są widowiskiem niecodziennym, tak jak np. Pacu Jawi (o którym już pojawił się artykuł). Jednak na jednych bydlęcych wyścigach świat się nie kończy. Z tego powodu poszperałam w internecie, żeby odnaleźć większość wyścigów krów. Przedstawiam je poniżej.

Karapan Sapi odbywa się na wyspie Mandura z Jawy Wschodniej. Para krów zostaje zaprzęgnięta do „wózka”,  na którym staje woźnica. Zasady oczywiście są proste i jasne – wygrywa szybszy. Impreza ta posiada jednak też przeciwników. Okazuje się bowiem, że uczestniczki zawodów odczuwają dyskomfort. Niewygodne „uprzęże” powodują ból, ponieważ cały ciężar człowieka jak też „wózka” oddziałuje na mały odcinek kręgosłupa.

Mekepung to wyścigi bawołów organizowane w Jembranie, Indonezja. Zwierzęta w parze są zaprzęgane do dwukołowych wózków i dzielnie pokonują kilkaset metrów. Zawody odbywają się, by podziękować za zebrane plony.

Wyścigi byków w Pampelunie są publicznie znane. Grupę oszołomionych byków wypuszcza się na hiszpańskie drogi, a ludzie przed nimi uciekają. Festiwal jest tak naprawdę świętem ku czci patrona Pampeluny.

W Münsing w Niemczech odbywają się wyścigi na wołach (głównie rasy Simmental). Woły oczywiście są wprowadzane do klatek startowych, a zadaniem jeźdźca jest utrzymanie się przez całą długość trasy na zwierzaku i poganianie go.

Wyścigi wołów na tych samych zasadach odbywają się też w Haunshofen. Uczestnicy wsiadają na swoje pociechy i pędzą do mety. Ma tam miejsce też jeszcze jedna dyscyplina – wyścig wołów ciągnących stare, tradycyjne wozy.

Mało tego, oficjalne tego typu zawody mają miejsce w Rodenkirchen. Tej imprezy nie traktuje się tam z „przymrużeniem oka” jak w Haunshofen czy Münsing. Tutaj wszystko jest odpowiednio przygotowane i dopracowane. Każdy zawodnik ma swój numer, strój itp.

Wyścigi alpejskich krów w siodłach i wraz z krowimi dzwonami odbywają się nigdzie indziej jak w Alpach niedaleko wioski Flumserberg. Ogólnie rzecz biorąc w niemieckojęzycznych krajach ma miejsce wiele imprez związanych z bydłem. W Polsce niemal żadnej wagi nie przywiązuje się do tych wspaniałych zwierząt.

Tajlandia | Buffalo Racing, czyli wyścigi bawołów w ChonburiWyścigi bawołów organizowane są także w Tajlandii. Podczas tej imprezy jeźdźcy wsiadają na grzbiet swoich „rumaków” i co sił pędzą do mety. Jak widać, nic „nadzwyczajnego”, bo w w/w zawodach również jeździ się na krowach w wyścigach.

Wszystkie te imprezy są dziwne i wołające niemal o pomstę do nieba. Ludzie z nudów męczą zwierzęta. Skoro te zwierzaki zapewniają im byt, to po co jeszcze dodatkowo je wykorzystywać? :-|

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciekawostki :)

 

Colin Newlove i jego byk!

25 paź

Colin Newlove był farmerem z Put Bugthorpe, Yorkshire (w Wielkiej Brytanii). Tresował zwierzęta (nawet borsuki i indyki!), jeździł na kucykach, łowił ryby… Zasłynął jako niezawodny trener koni i ludzie przywozili mu zniszczone konie do „naprawienia”. Trenował także byki, m.in. Taurusa, Oxo, byka rasy szkockiej górskiej Ted McTavish, który znalazł się w programie BBC „That’s Life!” oraz 1,5 tonowego woła Frank Bruno, który mierzył w kłębie 168 cm.

Najbardziej popularnym bykiem Colina jest (a raczej był) William. To piękne zwierzę rasy Ayrshire potrafiło chodzić na kolanach, skakać przez ogień, zaganiać krowy, kłaść się na bok i wiele innych niesamowitych sztuczek! Właściciel jeździł z nim też na polowania. Jednak na tym nie poprzestał. Pewnego dnia, a dokładnie 14 czerwca 1961, Colin pojechał na swoim towarzyszu z rynku starego miasta York aż do domu. Odległość ta wynosi 12 mil, czyli około 20 km. Wzbudził tym niesamowite zainteresowanie, a ludzie nawet opuszczali fabryki, żeby tylko zobaczyć ten niecodzienny widok. Para została również opisana w wydaniu „Life Magazine” dn. 21 maja 1965. Tam Colin wyznał, że utrzymanie Williama kosztuje 200 £ (1000 zł) tygodniowo, a ubezpieczony jest na 10 000 £ (50 000 zł). Okazało też się, że buhaj jest ojcem 50 cieląt.



Zyski z pokazów przekazywał na cele charytatywne. A w występach brały udział też inne zwierzęta, np. psy skaczące przez krowy.

Zdjęcie z występu na opakowaniu chipsów ”Tyrrells Beef & Horseradish Crisps

Colin wyszedł za Helenę, przez co pasje zostały odłożone na dalszy plan. Razem zamieszkali w Marishes w Vale of Pickering, gdzie żona urodziła mu 2 córeczki, Lynn i Nicolę. Zmarł w 2005 roku, a co działo się z jego zwierzętami, nie wiadomo.

Wypowiedź Colina w LIFE Magazine:

Steady on, William
Never mind those blokes in the gallery who never saw an Ayrshire bull outside a china shop. If they don’t think a bull can jump, sure as my name is Colin Newlove they’ll see one jump now. Be the best thing that ever happened in England to a county stock show. Put Bugthorpe, Yorkshire on the map, we will. Offers from the BBC and just think of all those appearances in America. Think of all your wives back on the farm, and your tykes-show me another jumping bull who says he has fathered 50 young ones and I’ll show you a liar. So let’s go, William – what am I paying you £200 a week for? Besides you’re insured for £10,000 and I’m not.

Nie wiem co o tym sądzić, sztuczki niesamowite, ale średnio podoba mi się styl ich wykonywania. :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Ciekawostki :)