RSS
 

Poezja

„Nie łudźmy się, ale krowy widzą wszystko
Są agentami Przedwiecznego
Szeroko ciągnie się pastwisko
Między ścianami lasu czarnego

Żując powoli swoją trawę
Wlepiają gały w nas ciekawe
Co też myślimy, co czujemy
Dlaczego trawy nie żujemy

Gdy obok przechodzisz, spuszczają głowę
Rzeźnie to punkty kontaktowe
Inseminator im poczyna nie kalając
Łącznikiem bywa czasem polny zając

Kto się po łąkach często kręci
Dobrze wyczuwa co się święci
Szpieżyce łaciate tajniaczaki mleczne
Już porównują zeznania sprzeczne

Pastuch co kiedyś ich pilnował
Łońskiego roku pono zwariował
Ale nie zdradził się przed nikim
Że w rogach znalazł nadajniki

Co ukryć chciałbyś przed obliczem Pana
Przejrzy na wylot krasula kochana
W łajna laku racice odciśnie
Czyj los na tej pieczęci zawiśnie?” ~Kazik Malinowski

 ***

„Krowa trzyma trawę w pysku,
Patrzy wkoło okiem tępym,
Stoi głupia na pastwisku
I nie idzie za postępem.

Jej inteligencja nikła,
Budzi pusty śmiech nie raz,
Za to krowa zwykła – zwykła
Uszczęśliwiać mlekiem nas.

Krowy mają życie przykre,
Bo przez roje much są cięte.
Mam na myśli krowy zwykłe,
Bo są także krowy święte.

By mieć obraz prawidłowy,
Jasno tu powiedzieć czas:
– My doimy zwykłe krowy,
Święte krowy doją nas.” ~Anonim

 ***

„Krowy pasą się na łące,
Doją mleko z nich zające.
Kiedy zając już się zmęczy,
Wymię krowy kaczce wręczy.
Kaczka długo nie podoi,
Bo jej coś tam w kroku stoi,
Więc wydoić bydło musi
Chłopak tej kochanej wnusi.
Dużo mleka dziś nie dają,
Bo humoru coś nie mają.” ~Anonim

 ***

Konik polny i boża krówka

„Konik polny z bożą krówką
Poszli raz ku Kalatówkom.

Patrzą w górę – a tu góra
Cała szczytem tonie w chmurach.

Konik polny rzekł, pobladłszy:
„Popatrz, góra jak się patrzy!”

Boża krówka aż struchlała:
Idzie na nas góra cała!”

Co tu robić? Konik polny,
Do decyzji szybkich zdolny,

Rzecze: „Mam ja wyjście proste;
Trzeba jej dorównać wzrostem,

W walce z górą ten coś wskóra,
Kto się stanie sam jak góra!”

Szybko wzięli się do dzieła,
Boża krówka się nadęła,

Rosła, rosła i pęczniała,
Wkrótce miała metr bez mała.

Rósł też dzielnie jej towarzysz
I wciąż pytał: „Ile ważysz?”

Bo im przecież z każdą chwilą
Przybywało po pięć kilo.

Tak więc rośli, rośli, rośli,
Aż wyrośli znad zarośli,

Aż się stali, daję słowo,
Jedno koniem, drugie krową.” ~Jan Brzechwa

 ***

Kruki i krowa

„Dlaczego krowę nazwano krową?
Mam na ten temat bajkę gotową.

We wsi Koszałki, gdzie skręca droga,
Stała pod lasem chatka uboga,

W chatce mieszkała stara babina,
Która na wojnie straciła syna.

Była więc sama jedna na świecie,
We wsi Koszałki, w zduńskim powiecie,

I miała tylko zwierzę rogate,
Zwierzę rogate i nic poza tym.

Zwierzę wyrosło pod jej opieką
I co dzień babci dawało mleko.

Babcia się zwała Krykrywiakowa,
Piła to mleko i była zdrowa,

A zwierzę, które wiersz ten wymienia,
Dotąd nie miało we wsi imienia.

Jedni wołali na nie Mlekosia,
Inni po prostu Basia lub Zosia,

Sołtys przezywał zwierzę Rogatką,
A babcia – Łatką albo Brzuchatką.

Nad chatką stale kruki latały,
Dwa kruki czarne i jeden biały.

„Kr-kr!” – wołały, bo babcia owa,
Która się zwała Krykrywiakowa,

Karmiła kruki i co dzień rano
Stawiała miskę z kaszą jaglaną.

Otóż zdarzało się też nierzadko,
Że zwierzę babci, zwane Brzuchatką,

Gdy swego żarcia miało za mało,
Kaszę jaglaną z miski zjadało.

Kruki dwa czarne i jeden biały,
Babcię wzywały, „kr-kr!” – wołały,

„Kr-kr!” – skrzeczały z wielkim przejęciem,
Rogate zwierzę dziobiąc zawzięcie.

Do „kr” ktoś dodał końcówkę „owa”
I tak powstała ta nazwa „krowa.”

Odtąd się krowa krową nazywa. -
Ta bajka może nie jest prawdziwa,

Może jest nawet sprzeczna z nauką,
Lecz winę tego przypiszcie krukom.” ~Jan Brzechwa

 ***

Fruwająca krowa

„Wszystkie krowy na świecie, jak wiecie,
Obyczaje miewają jednakie,
Ale żyła w skowrońskim powiecie
Taka krowa, co chciała być ptakiem.

Zazdrościła gawronom i srokom,
Że tak sobie latają wysoko,

Spoglądała z pastwiska na szczygły
I na szpaki, co lot mają śmigły,

Zazdrościła wesołym jaskółkom,
Że nad ziemią fruwają wciąż w kółko.

Pomyślała: „Polecę do nieba,
Bo mi tego dla zdrowia potrzeba,

Jestem ciężka i trochę opasła,
Ale kocham ten bezmiar szeroki,
Będę odtąd na chmurkach się pasła,
Będę jadła soczyste obłoki.”

Weszła tedy na górę pobliską,
A ujrzawszy pod sobą urwisko,
Wnet zabrała się mądrze do dzieła:
Wzięła rozpęd, pobiegła przed siebie,
I wysoko jak ptak pofrunęła,
A po chwili znalazła się w niebie.

Zjadła kilka obłoków ze smakiem,
Gdy zaś wreszcie już dość miała jadła,
Rzekła: „Wolę być krową niż ptakiem.”
I na ziemię wolniutko opadła.

Wy mi zaraz na pewno powiecie,
Że historia ta jest niebywała,
A ja wiem, że w skowrońskim powiecie
Była krowa, co fruwać umiała.” ~Jan Brzechwa

 ***

Wizyta u Krowy

„Czy zdrowa
pani krowa,
czy nie boli ją głowa?
Bardzo Krzysi i Lalce dziękuję,
nie nadto dobrze się czuję!
Pastwisko
jest nie blisko
i folwark leży u wody za nisko.
Kiedy się kto robi stary,
szkodzą mu spacer daleki i zimne opary.” ~Kazimiera Iłłakowiczówna

 ***

Krowy

Uśmiechnięci, obojętni i zdrowi
krążycie spokojnie w pobliżu
jak trawę żujące krowy
wkoło kogoś, co umiera na krzyżu… ~Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

 ***

Fioletowa krowa

„Nie widziałem fioletowej krowy
I nie liczę na widok takowy,
Ale mogę już teraz dać słowo:
Wolę widzieć niż sam być takową.” ~Galett Burgess

 ***

Krówka Mochnacka

„Szanowna, jak Wieża Mariacka,
chodzi Krówka Mochnacka,
co do reżimu żal ma;

chodzi, rusza nogami,
w niebo patrzy czasami,
luksusowa, pierwszorzędna i oryginalna.

Z premiery na premierę,
z neseserem, z Bodlerem -
metafizyczna krowa;

przy obiedzie, kolacji
grymasi: – Bba, we Francji…
Oryginalna. Pierwszorzędna. I luksusowa.

W Warszawie, to u Fuchsa
rozkłada parę nóg, za
którymi, a właściwie pod nią,

też się piesek rozkłada,
jednooka szkarada,
ubóstwiająca też Kulturę Zachodnią.

Mijają lata, zimy:
budujemy, walczymy,
sprzedajemy słowa i słówka;

świat, brany w różne wiatry,
jak księżyc zmienia kwadry -
tylko nie Mochnacka Krówka.

Ona – zawsze ta sama.
Bo takaż była mama,
takaż babcia i prababcia takaż.

Dziedziczność? Owszem. Ślicznie.
Ale czemuż dziedzicznie
chodzisz, Krówko, i kraczesz, i krakasz?

Czasem, gdy gwiazdy płyną,
zatruty kofeiną
nagle zbudzę się i wizja mętna!

Jak czarownica Goi
dyszy, nade mną stoi

KRÓWKA MOCHNACKA !!!!
Oryginalna, luksusowa i pierwszorzędna.” ~Konstanty Ildefons Gałczyński

 ***

Święta krowa

„Mlekodajna, piękna, zdrowa,
Żyła kiedyś zwykła krowa.
Z przodu żarła trawę z sieczką,
A z tyłu dawała mleczko.
Dawała je w zimie, w lecie,
Uwielbiali krowę kmiecie,
Prawie hołd składali krowie,
Aż jej przewrócili w głowie,
Uwierzyła, że jest święta
I zrobiła się nadęta,
Okrąglejsza od balona,
I jakaś taka natchniona…
Poszedł ją wydoić Wicek,
A krowa w krzyk: – Wont od cycek!
W ziemię bij przede mną głową,
Jestem bowiem świętą krową!
Przyjechał królewski pan lykarz,
– Co ty tak – powiada – brykasz?
Krowa, nie speszona wcale,
– Odejdź – mówi – konowale,
Właśnie czuję, że powoli
Dostaję już aureoli!
– Nieraz – rzekł lekarz – przy wzdęciu
Szajba odbija bydlęciu,
Nie bierz żeż, durny bawole,
Tej szajby za aureolę
I posłuchaj mojej rady –
Zrób ze dwa lub trzy przysiady,
Bo cię te gazy uśmiercą!
– Milcz – krowa na to – bluźnierco!
Nie chciała słuchać dyrektyw,
Bluzgała stekiem inwektyw,
Aż doktor, co nie miał czasu,
Zasunął jej szprycę z kwasu,
Poczem schował się w lucernie,
A ta krowa jak nie świernie!
(czyli jak nie zaświergoli)
I brzuch jej opadł powoli,
Znów zrobiła się zwyczajna,
Grzeczna, i w ogóle fajna…
Wniosek: żadne dyrektywy
Nie zastąpią lewatywy!” ~Anonim

 ***

Noenowa Krowa

„Jest w Warszawie, proszę dzieci,
taka krowa, która świeci -
niesłychanie kolorowa,
piękna krowa neonowa.

Od ogona aż po głowę
wszystko w niej jest neonowe:
noeonowe w nosie dziurki,
ogon z neonowej rurki,

neonowe nogi, rogi,
neonowy uśmiech błogi,
a do tego na dodatek
noenowy wącha kwiatek.

W nocy chodzi po pastwisku
z neonowym kwiatkiem w pysku,
księżyc rogiem w pięty łechce,
ale mleka dawać nie chce.

Tylko czasem wyjątkowo,
gdy ktoś powie dobre słowo
i kapelusz z głowy zdejmie,
i ukłoni sie uprzejmie,
kapnie z góry na człowieka
nietypowa kropla mleka -
kropla mleka neonowa,
kolorowa jak ta krowa.

Po tym mleku, proszę dzieci,
każdy tak jak neon świeci,
od bucików aż po głowę
wszystko w nim jest neonowe -
noeonowe w nosie dziurki,
uszy z neonowej rurki,
neonowe ręce, nogi,
neonowy uśmiech błogi -
każdy świeci już z daleka
po kropelce tego mleka.

Kto nie wierzy, niech nie wierzy,
mnie tam na tym nie zależy,
ale wiem, że pod neonem
zawsze w nocy jest ogonek
i że pół Warszawy czeka
na kropelkę tego mleka.” ~Wanda Chotomska

 ***

Krowa

„Była sobie młoda krowa.
Pytasz jaka? Czarna głowa,
czarna także reszta ciała,
tylko czasem plama biała
ozdabiała boki krowie.
A nad szyją, tuż przy głowie
miała dwie maleńkie gwiazdki,
migające jak odblaski.

Chuda była, gdyż od dawna
bardzo mało trawy jadła,
bo na ogród wciąż zerkała,
gdzie altanka stała mała
i gdzie rosły różne kwiatki:
róże, astry, fiołki, bratki.
Tuberozy obok wina,
niczym w wierszu u Tuwima,
nastrajały duszę krowy,
aż myśl przyszła jej do głowy.

W końcu ja nie muszę przecież
ciągle być na trawiej diecie.
Kwiatki pachną, więc są smaczne,
z nimi lepsze życie zacznę.
Krowa zadecydowała
i rogami wyłamała
trzy sztachety w niskim płocie,
może cztery, trudno dociec.

Skosztowała róży płatków,
potem poskubała bratków,
a na deser tuberozę
i dwa fiołki lub trzy może.
Na noc, bo już czas był śpiący,
nazrywała kwietnych pnączy,
by je schrupać, gdy ją zbudzi
kwik prosiaków czy krzyk ludzi.

Od tej pory, już od rana,
jadła kwiatki zamiast siana,
trawy, czy też koniczyny.
Urządzała nawet kpiny
z krów pasących się na polach,
do samego aż wieczora.

Do wsi, długi czas przed zimą
przybył Kacper wraz z rodziną,
by odwiedzić swoją babcię,
dziadka, a też kotkę Drapcię,
pieska Reksia, no i kurki,
co nurzały swe pazurki
w trawie, by ją skubnąć dziobem,
tak na deser, mimochodem.

Nie krył dziadek swej radości.
Jedną ręką witał gości,
wcześniej przymykając wieko
bańki, w której było mleko.
Pierwsze od młodziutkiej krowy,
tej, co miała obok głowy
dwie maleńkie, śliczne gwiazdki,
migające jak odblaski.

- No, Kacperku, odłóż Colę,
bo już na kuchennym stole
czeka masło z masielnicy
i pieczywo z mej pszenicy,
serek, dżem i konfitury,
no i miód świeżutki, który
zawdzięczamy naszym pszczołom,
z tych trzech uli za stodołą –
rzekła babcia Kacpra, Hania,
i zasiadła do śniadania
wraz z rodziną, no i dziadkiem,
strojąc stół pachnącym kwiatkiem.

- Pyszne było – rzekł Kacperek,
kończąc kromkę z żółtym serem,
a gdy pogryzł resztę sera
dodał – mleko proszę teraz!
Kubek ujął w swoje dłonie

i od razu poczuł wonie
astrów, róży, no i bratków,
fiołków i też innych kwiatków.
Zrobił łyk i ciut się skrzywił,
potem, kręcąc głową, zdziwił.
- Nie chcę twej urazić dumy,
babciu, ale to perfumy!

- Odstaw kubek i poczekaj,
dam ci zaraz kwartę mleka
od tej naszej drugiej krowy,
tej bez gwiazdek koło głowy.

Przykro było młodej krowie,
gdyż ujrzała ona bowiem,
całe z mlekiem zamieszanie,
przez firany patrząc na nie.
Łza kapnęła jej na nosek,
mimo to wysnuła wniosek,
że nie dla niej róże, bratki,
astry, tudzież inne kwiatki.

Moja bajka ma tę wadę,
że z niej morał prawie żaden.
Chciałem tylko, drogie dziatki,
wspomnieć, że pachnące kwiatki
są dla os, i pszczół, i pań,
które wciąż czekają nań,
lecz na pewno nie dla krowy,
nawet tej, co koło głowy
ma maleńkie, śliczne gwiazdki
migające, jak odblaski.” ~Anonim

 ***

„W krowach jest cała tajemnica stworzenia i głębsza niż w człowieku. Równa tajemnicy gwiazd, słońca, śmierci.” ~Wiesław Myśliwski

 ***

„Świętość krowy nie polega na tym, że nie wolno jej dotykać, lecz na tym, że jest zwierzęciem pożytecznym.” ~Anonim

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Julia

    11 lipca 2014 o 17:20

    Co za wiersze!!